Jak stymulować rozwój dziecka do 12 miesiąca życia? Rosnę z WiR-em cz.1

Razem z Magdaleną Rybką z Gabinetu Logopedycznego “Rybka”, postanowiliśmy przygotować dla Was cykl artykułów, w których Pani Magda będzie szukać i testować  pomoce przeznaczone dla dziecka w określonym przedziale wiekowym. Dziś zaczynamy, a więc wszyscy rodzice mający dzieci w wieku zbliżonym do 12 miesięcy, czytajcie dalej 🙂 

 

To, że warto stymulować rozwój dziecka, wiadomo nie od dziś. Ja sama trąbię o tym na każdym kroku i przekonuję do tego rodziców. Nie jestem zwolenniczką zabawek na baterie – bardzo często przynoszą one więcej szkody niż pożytku.

Roczne dziecko, powinno w swoim słowniku posiadać już kilka „słów”, które wypowiada świadomie i za każdym razem tak samo. Są to słowa zbudowane z reduplikowanych sylab otwartych, zazwyczaj MAMA, TATA, BABA, DADA. Dziecko 12-14 miesięczne potrafi już samodzielnie chodzić, pokazuje palcem. posiada coraz więcej precyzyjnych ruchów. Roczny maluch potrafi już zbudować wieżę z dwóch klocków, naśladuje proste gesty (pa pa, nie ma, brawo).

Niezależnie od tego, czy rozwija się ono prawidłowo, czy też z jakichś powodów jego rozwój jest spowolniony, warto (a czasami wręcz trzeba) wprowadzić świadomą stymulację rozwojową. Jeśli nie wiesz jakich pomocy i materiałów szukać, przygotowałam dla Ciebie dzisiaj trzy propozycje.

CO MÓWI? Onomatopeje i samogłoski

LINK

Zestaw „Co mówi?” to nic innego jak karty do gry, które możecie wykorzystać na wiele, wiele sposobów. I chociaż na opakowaniu zamieszczona jest informacja, że przeznaczone są one dla dzieci powyżej 3 roku życia, ja proponuję je w dzisiejszym wpisie dla „roczniaków”. Dlaczego? Zestaw składa się z dwóch talii kart. Talia pierwsza to samogłoski i sekwencje samogłosek (tych samych oraz mieszanych). Talia druga to onomatopeje, czyli wyrażenia dźwiękonaśladowcze.

Jedna i druga więc jak widzicie świetnie sprawdzi się podczas zabawy lub pracy z tak małym dzieckiem. Spokojnie możemy bawić się w powtarzanie samogłosek (kotek mówi A), nie wspominając o wyrażeniach dźwiękonaśladowczych (krowa robi MU). Z biegiem czasu karty przydadzą Wam się do zabawy w memory, Piotrusia. Bardzo fajne jest też to, że karty zostały stworzone tak, aby łączyły się z pierwszym etapem Programu Nauki Czytania „Moje sylabki”.

   

Moje pierwsze słowa

LINK

 

„Moje pierwsze słowa” to zestaw przeznaczony dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia. Tekturowa teczka zawiera pakiet 18 dwustronnych obrazków, wykonanych z grubej i trwałej tektury, przedstawiających wyrażenia dźwiękonaśladowcze najbliższe dziecku (zwierzęta oraz przedmioty), a także 6 dużych samogłosek. Ogromnym plusem zestawu jest to, że obrazki mają grafikę dostosowaną do percepcji dziecka – są niejako narysowane przez dziecko. Każdy z obrazków na odwrocie posiada napis – wyrażenie mu odpowiadające (np. kotek – MIAU).

Zobaczcie – wyrazy zapisane są kontrastową czcionką, wielkimi literami. To bardzo ważne, ponieważ dzięki temu, ułatwi to percepcję wzrokową dziecka. Pomyślicie „po co takiemu maluchowi zapisane wyrażenia, i tak nie umie czytać”. Jasne, że nie. I absolutnie nie musi. Ale ma to zupełnie inny cel – dziecko bawiąc się zestawem, powtarzając wyrażenia, widzi także ich graficzny odpowiednik. Uczy się, że to co mówimy i słyszymy, możemy także zapisać. Dzięki temu stymulowana jest jego percepcja wzrokowa oraz pamięć. Wszystko to będzie bardzo potrzebne podczas nauki czytania, która czeka go za kilka lat.

Samogłoski, które znajdziesz w teczce, przystosowane są do małych rączek – duże, z wyraźnym kolorem, wykonane z grubej tektury. Napisałabym „niezniszczalne”, ale trochę się boję. Kto ma dziecko, ten wie, o czym myślę : ) Absolutnie fantastyczne jest to, że samogłoski te są trójwymiarowe. To nie jest samogłoska zapisana na tekturce. Zwróć uwagę – dziecko biorąc ją do ręki, może dokładnie poczuć kształt litery. Słyszy ją, kiedy mówisz jak się nazywa. Widzi patrząc na nią. Ale dzięki temu, że jest ona 3D, może ją poczuć. Zmysł dotyku staje się trzecią furtką do poznania samogłosek. Bo chyba wszyscy się zgodzimy, że poznać coś za pomocą trzech zmysłów niż dwóch, jest zdecydowanie lepiej.

Od siebie dodam tylko – nie wyrzucaj tekturowych „ramek”, w których fabrycznie umieszczone są samogłoski. Jeśli je zachowasz, masz okazję poćwiczyć z dzieckiem dopasowywanie kształtów samogłosek do odpowiednich otworów. Po pierwsze, będzie to kolejna okazja by powtórzyć jak się one nazywają. Po drugie, dziecko poćwiczy małą motorykę, a po trzecie – analizę wzrokową i koncentrację. Niby nic, a warto pamiętać. Ja nigdy nie wyrzucam tych tekturek, z których wyciągam elementy, ale o tym chyba napiszę w osobnym artykule.


Terapia funkcji wzrokowych cz.1

LINK

Na koniec coś dla najmniejszych dzieci. Ten zeszyt możecie z powodzeniem stosować już z niemowlętami. „Terapia funkcji wzrokowych” to zestaw 32 dwustronnych plansz formatu A4, które zawierają czarno-białe wzory. Zostały one podzielone na trzy grupy: materiał tematyczny (obrazki konkretne), materiał atematyczny (obrazki abstrakcyjne), materiał literowy (samogłoski). Dodatkowo, karty zostały skonstruowane tak, aby ich trudność wzrastała stopniowo – od jednego aż do pięciu elementów na każdej z nich.

 

Oprócz plansz, zestaw zawiera także kartonowe samogłoski oraz obrazki (takie same jak na planszach). Dzięki nim, możemy z powodzeniem ćwiczyć z dzieckiem:

  • Identyfikację (łączenie w pary, gdzie jest taki sam?).
  • Rozumienie poleceń (daj kotka, daj kotka do koszyka).
  • Pole wspólnej uwagi (gdzie jest kotek?).
  • Uwagę i koncentrację na materiale zadaniowym.
  • Stymulację funkcji wzrokowych.
  • Małą motorykę – wkładanie kształtów w otwory (znów zastosowanie dla kartonu, z którego wyjmujemy tekturowe obrazki).

Możliwości zabaw z dzieckiem jest mnóstwo. Dodatkowo, jeśli ta zabawa wspiera jego rozwój, to już w ogóle bajka! Mam nadzieję, że moje dzisiejsze podpowiedzi przypadną Wam do gustu. Już wkrótce kolejny artykuł, tym razem podpowiem Wam, co warto kupić dla dwulatka.

 

 

Magdalena Rybka – Logopeda, blogerka, szczęśliwa żona i mama bliźniaczek. Kocha swoją pracę, a nowymi pomysłami dzieli się na blogu.